Wątróbkowe ciasteczka

Zwykle na szkolenie Bina dostaję parówki, kurczaka i jakieś tam suche ciasteczka, ok. raz w miesiącu dostaje wątróbkę albo kurze serca. Jednak na dzisiejsze ćwiczenia zaopatrzyłyśmy się w wątrobowe ciasteczka. Mnie to ucieszyło, a Łaciatej nie zrobiło różnicy 🙂 Dlaczego mnie to ucieszyło? Bo zwykła gotowana wątróbka strasznie rozwal się i rozmazuje w palcach, a smaki nie. Przepis w trakcie tworzenia nie wygląda zbyt apetycznie ale po upieczeniu już nie jest źle. A więc…
POTRZEBUJEMY
– pół kilo wątróbki
– 1,5/2 szklanki mąki
– 3 jajka
– ząbek lub dwa czosnku
– 1/3 (jedna trzecia nie jeden lub trzy) szklanki oleju

1

Mięso mielimy

2

3

Następnie dokładnie mieszamy olej, jajka i czosnek

4

5

Dodajemy wątróbkę i mieszamy z przesianą mąką
6

Po uzyskaniu w miarę gęstej brei przekładamy do formy i pieczemy w 200 stopniach przez 10 minut.

8

Obrzydlistwo -_- Ale czego się nie robi dla psa? 🙂

Te ferie

W niedzielę wróciliśmy z Mazur. Miały być narty biegowe, ale pogoda miała inne plany. Śniegu brak, pogoda permanentnie na plusie. Ale było super! Bina była bardzo wdzięczna za te kilka dni, kiedy była posiadaczką ogródka. Dumny burek podwórkowy zasłużył na zawieszkę na furtkę – „Dobry pies (ale czasem nerwowy)”. Chodziliśmy do lasu, Łaciata szalała i tak mijały nam kolejne dni. Były to też dni nowo narodzonej miłości. Między Biną a krowami. Jałówki gdy tylko ją usłyszały, zbiegały do ogrodzenia, Bina przed nimi trochę poskakała, a następnie łeb to środka i domagała się pieszczot. Krowy lizały ją po pysku, a ona napawała się zapachem skwaśniałego mleka i ciepłym powietrzem z ich chrap. I to było największe odkrycie wyjazdu. Drugie (trochę mniejsze) było takie, że Bina jednak nie jest tak mało spostrzegawcza, jak myśleliśmy. Gdy ostatniego dnia wyszliśmy o 7 rano do lasu, a ślady zwierząt były całkiem świeże, sunia co jakiś czas wyrywała w pogoń za zapachem, co skończyło się uwięziom, bo gdy doszliśmy do Wielkiej Łąki zastaliśmy „dzikie konie”. Dlaczego w cudzysłowie? Bo w lato łatwo je spotkać na drodze żebrzące o jedzenie.

POPIELNO

Kilka razu już pisałam „byliśmy na Mazurach”. Ale chyba nie pisałam, gdzie konkretnie. A więc, a więc, a więc! Stacja Badawcza Rolnictwa Ekologicznego i Hodowli Zachowawczej Zwierząt (krowa polska, konik polski i hodowla bobrów) PAN w Popielnie. Pierwszy raz przyjechałam tam mając ok. 4 miesiące i jeżdżę tam co roku. A że jest to moje ulubione miejsce, to postanowiłam trochę je przedstawić w filmie.

Film jest połączeniem „opowieści” o Popielnie, feriach i Binie. Proszę obejrzyjcie cały 🙂
Komentarze mile widziane, bo trochę zrobiło się tu pustawo 😦 😦

pop1

pop2

pop5

pop6

pop7

pop8

pop9

pop10

pop13

pop12

pop3

pop4