Poświąteczny spacer

Myślę, że określenie „poświąteczny” lepiej pasuję do tego wpisu niż „zimowy”, choć teoretycznie oba są poprawne… Ale w każdym razie ważne jest, że spacer był – był baaardzo długi. Umówiłam się z moją koleżanką i jej Yrokiem w parku. York jest to nie typowy o imieniu wręcz idealnie pasującym. Wabi się Myszka 🙂 Jest wielkości tułowia Biny i ma (chyba) 5 lat. Można powiedzieć, że jest to ewenement na skalę.. światową? gdyż cieczka tej suni wypada co dwa lata 😀 No i po tym krótki opisie trudno się dziwić, że Mysia bała się Biny – większej od niej, szybszej i zdecydowanie zbyt energicznej. Ale było fajnie. Co prawda do parku trzeba było najpierw dojść (całe osiedle, skrzyżowanie pod ratuszem i kolejne osiedla) ale nie było źle. Już na miejscu Łaciata non stop (dosłownie!) bawiła się frisbee. Więc krążyłyśmy – górka- wodopój-górka-wodopój-górka-wodopój-ławka-wodopój-ławka. Rzecz jasna sunia cały czas szczekała więc pod koniec dnia trochę byłam przygłucha. Oczywiście (jak to u nas) nie obyło się bez ciekawych sytuacji. Stałyśmy w czwórkę na górce, rzuciłam Binie frisbee a ta pobiegła. Jak zwykle po złapaniu zabawki pobiegła jakiś kawałek dalej (hamulce nie działają :)), a wtedy podleciał dosyć spory (większy od labka) czarny pies. Zabrał Binie frisbee i wyraźnie chciał się bawić więc pobiegł. Wszystko byłoby okej gdy pies miał właściciela…Nie miał właściciela tylko obróżkę zaciskową. Lepszy rydz niż nic. Gdy wrócił położył przede mną zabawkę (więc raczej nie był bezpański), a Bina (geniusz) sama ją wzięła ale jedno machnięcie czarną łapą i zabawka już była u kolegi 🙂 Później znowu ją położył u tym razem to JA ją wzięłam. Kooniec.

Ale nie koniec spaceru! Później poszłyśmy do domu mojej koleżanki (ok. 20-30minut) zostawić tam jej psa (w tym czasie Bina dorwała się do miski gospodyni i jednej z piłeczek) po czym wróciłyśmy do mnie autobusem. Jednakże Bina w drodze na przystanek stanowczo odmówiła dalszej podróży (nic dziwnego jak półtorej godziny latała za frisbee i udawała, że nie jest zmęczona..) więc przez jakieś 15 minut nosłam te 6 kilo na rękach..
Teraz to już koniec 🙂

Akrobatka – chodzi po krawężniku

myszka17

myszka18

myszka16

myszka14

myszka20

myszka21

myszka22

myszka23

myszka24

myszka25

myszka26

myszka27

najpierw frisbee zwijamy..

myszka28

a później do pyszczka 🙂

 

myszka29

myszka30

myszka31

myszka32

myszka33

myszka34

myszka36

myszka37

myszka40

myszka41

myszka19

myszka15

myszka13

myszka12

myszka1

myszka2

myszka3

myszka4

myszka5

myszka6

myszka8

myszka7

myszka9

myszka10

myszka11

Reklamy

Mój Ty prezneciku

Już jutro Wigilia! Strasznie szybko minął ten semestr… Ale teraz wolę nie wspominać szkoły, a więc. Jak to u nas dopiero wczoraj zapachniało atmosferą świąt czyli pierniczkami 🙂

Choć może zanim się rozpiszę streszczę krótko co się u nas działo w grudniu. Niestety Bina miała cieczkę. Niestety? Bo po pierwsze moje prześcieradło co drugi dzień lądowało w praniu. Po drugie nie można był się bawić na dworze, choć Łaciata skupiała się na zabawie to z kolei inne psy skupiały się na Binie. Jednak trudno był się nie rozczulić patrząc jak psy się przed sunią mizdrzą i zabiegają „o jej względy” (jednak nie zawsze było przyjemnie na to patrzeć bo, np. jeden kawaler zawsze na dzień dobry lizał Binę po gałce ocznej!!!???). To tyle.
Teraz trochę świeższe wiadomości 😀 Zacznę od tego, że sunia jest trochę rozkojarzona, bo ja z moją siostrą jesteśmy w domu cały czas, co się chyba Binie podoba. Jednak stała się trochę uciążliwa – ciągle się tuli. Gdzie się nie przysiądzie, ona już na kolanach. Korzystając z tego (i dobrego światła) zrobiłam jej małą sesje. Było to iście przyjemne nie musieć używać „trybu sportowego”, tylko „portretu”. W końcu mogę dogłębniej poznać funkcje tego aparatu 🙂
PS. Szykuję też dla Was prezent w postaci świątecznego filmu – mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

PPS> Drugiej połowy sesji można spodziewać się jutro 🙂

św 19

św 18

św 17

św 16

św 15

św 14

św 13

św 12

św 11

św 10

św 9

św 8

św 7

św 6

św 4

św 3

św 2

św 1